Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
W momencie, gdy służby podejmowały działania zmierzające do ustalenia miejsca pobytu ojca i dziecka — także poza Radomiem — z relacji matki wynika, że mężczyzna miał przebywać w niewielkiej odległości od miejsca zamieszkania. Wystarczył jeden kontakt z MOPS, aby pojawił się w domu razem z dzieckiem i przyjął wizytę w ramach procedury Niebieskiej Karty, w obecności dzielnicowej, st. post. Patrycji Orzeszek. Ten fragment zdarzeń nie wymaga interpretacji — pokazuje, że informacja była, tylko nie była wspólna.
Po zdarzeniu matka, jak relacjonuje, rozmawiała z komendantem II Komisariatu Policji w Radomiu, kom. Piotrem Rychterem, który miał wskazać brak wiedzy o tych okolicznościach. W strukturze, gdzie zespoły nie są liczne, a sprawy dotyczące dobra dziecka powinny mieć najwyższy priorytet, taka luka informacyjna nie jest drobiazgiem — wskazuje na brak połączenia między działaniami.
Podobny mechanizm widać w sądzie. Dziecko było przesłuchiwane w tzw. bezpiecznym pokoju w Sądzie Rejonowym w Radomiu. Ojciec przyprowadził je na czynności, które zostały przeprowadzone, po czym opuścił budynek — bez zatrzymania, bez interwencji, mimo że w tym samym obiekcie przebywali kuratorzy. To kolejny moment, w którym zabrakło najprostszego elementu — przekazania informacji tu i teraz.
Na poziomie formalnym wszystko się zgadza - policja działa, prokuratura analizuje, sąd wydaje decyzje, MOPS prowadzi procedury. Problem nie polega na braku czynności, tylko w tym, że każda z nich funkcjonuje osobno.
Punkt, który mógł połączyć wszystko
W tej sprawie pojawia się zasadnicze pytanie: czy istniała możliwość połączenia tych działania w jeden spójny mechanizm?
W praktyce systemowej istnieje podmiot, który posiada zarówno narzędzia prawne, jak i realną możliwość nadania sprawie jednego kierunku. Jest nim prokurator prowadzący postępowanie. To on nadzoruje czynności policji, analizuje materiał dowodowy i decyduje o środkach zapobiegawczych. To również jedyny punkt, który ma dostęp do szerszego obrazu sprawy.
W sytuacji, w której pojawiają się równoległe działania — ustalenia dotyczące miejsca pobytu dziecka, interwencje policji, działania MOPS i czynności sądowe — rola prokuratora nie ogranicza się wyłącznie do analizy dokumentów. To moment, w którym możliwe jest nadanie wszystkim tym działaniom jednego toru, tak aby nie funkcjonowały obok siebie, lecz razem.
W tej sprawie rozważano zastosowanie środka zapobiegawczego o charakterze izolacyjnym w związku z zarzutami dotyczącymi przemocy psychicznej wobec dziecka. Sąd Okręgowy w Radomiu uznał jednak, że kwestie wydania dziecka i zarzuty przemocy to odrębne zagadnienia, a dozór policyjny — obowiązek stawiennictwa dwa razy w tygodniu — jest wystarczający na tym etapie. Decyzja formalnie mieści się w granicach prawa, ale nie odpowiada na pytanie o spójność działań.
Wszystkie elementy były obecne: informacje, czynności, instytucje i procedury. Istniał również punkt, który mógł je połączyć. Pozostaje pytanie — dlaczego nikt tej roli nie podjął.
Wezwanie do wspólnego działania
W związku z powyższym redakcja kieruje publiczne wezwanie do podjęcia rozmów w trybie pilnego spotkania roboczego, którego celem powinno być wypracowanie jednego, spójnego modelu działania w sprawach, gdzie dobro dziecka wymaga natychmiastowej reakcji.
Do udziału zapraszamy i wzywamy:
Komendanta Miejskiego Policji w Radomiu – insp. Roberta Janika
Komendanta II Komisariatu Policji – kom. Piotra Rychtera
Komendanta Wojewódzkiego Policji – nadinsp. Waldemara Wołowca
Komendanta Głównego Policji – gen. insp. Marka Boronia
Prezesa Sądu Rejonowego w Radomiu – SSR Marka Miłosza
Prezesa Sądu Okręgowego w Radomiu – SSO Michała Gałkę
Prokuratora Okręgowego w Radomiu – Roberta Czerwińskiego
Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego – Waldemara Żurka
Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji – Marcina Kierwińskiego
Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – dr Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk
Celem spotkania powinno być ustalenie jednego: jak w praktyce doprowadzić do sytuacji, w której informacja uruchamia wszystkich jednocześnie, a nie osobno.
Z punktu widzenia redakcji problemem tej sprawy nie jest brak działań, tylko brak wspólnego skoordynowanego działania, cene którego płaci dziecko.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.